Codzienność

ryan-holloway-273158

Jest lipiec. Jest gorąco. To nie jest pora roku kompatybilna z miastem.

W zeszłym roku o tej porze wysiadałam z samolotu w Indonezji. Teraz jest Prawdziwe Życie.

Najpierw zalałam mieszkanie. Wyparłam ze świadomości, że nie minęły jeszcze czasy, kiedy trzeba wpakować węża od pralki do wanny, żeby tam wyrzygiwał brudne mydliny jak grzeczny gargulec. Zabłądziłam więc umysłem w mgliste góry Szkocji w towarzystwie Jamiego McTavisha i z tego błogostanu wyrwał mnie straszliwy krzyk mojej współlokatorki, która stała po kostki w wodzie. W kuchni, bo powódź wyrwała się szparą pod drzwiami z łazienki, pochłonęła korytarz i opanowała połowę mieszkania.

Potem poszłyśmy na Noc Jazzu, ale szybko się znudziłyśmy i zmieniłyśmy tor na mniej kulturalną imprezę. Na parkiecie zarobiłam więcej siniaków niż na jakimkolwiek treningu w życiu (w którym miałam – bardzo krótką, przyznaję – przygodę ze sztukami walki). W pewnym momencie nawet jakaś panna uderzyła mnie w zęby, a ja ją ugryzłam. Nie, było to o wiele mniej interesujące niż mogło zabrzmieć. I prawie przypadkowe z obu stron.

A potem wracałyśmy do domu w porze ‘słońce-wschodzi-i-cały-świat-jest-świeży-tylko-nie-my’. Trzymałam w garści torbę z McDonalda (bo #jemyzdrowo), wreszcie było chłodniej. A G. nagle odkryła, że nie ma kluczy.

Obyło się bez koczowania pod drzwiami o świcie, bo ja wzięłam swoje, ale prędko wychynął nowy problem. Bo jakiż to skarb ludzkości zasługuje na ochronę przed pospólstwem żelaznymi prętami i solidną kłódką (a na bogatszych osiedlach pewnie popartą protekcją Bazyliszka i Cerbera)? Śmietnik oczywiście.

Kosz w naszym królestwie znajdował się już w stanie przesypnym, a grozę sytuacji ilustrował wieńczący ów hałdokompost ucięty rybi łeb.

Czułyśmy się, jakbyśmy musiały pozbyć się zwłok.

Zaczęłyśmy opracowywać strategie zażegnania kryzysu:

  1. Mężnie to zniesiemy. (wspominałam już o rybiej głowie?)
  2. Poczekamy aż jakiś sąsiad będzie wynosił swoje śmieci (czekając z własnymi pod klatką?)
  3. Zostawimy dary anonimowo pod furtką do sanktuarium Świętego Graala. Trudno. (tylko że okolica ma dwudziestoczterogodzinny monitoring w wieku 70+… razy liczba okien obu budynków, bliska nieskończoności)
  4. Jak wyżej, tylko zaczekamy do zmroku. Wykradniemy się pod osłoną ciemności. Podrzucimy kompromitujący materiał jak ninja, unikając lśniących w mroku jak sztylety oczu starszych pań. Wprawdzie nasze worki są różowe, co trochę koliduje z nastrojem, ale hej, ta rybia głowa jest jak wyjęta wprost z ‘Ojca Chrzestnego’.

…Zadzwonili do nas z klubu i poinformowali, że klucze się znalazły.

Iskra ekscytacji w moim życiu zapaliła się i zgasła.

 

Photo by Ryan Holloway on Unsplash

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s