Moje życie jak z reklamy

Car-With-Beautiful-Girls-Wallpaper-11317c5f

Dzisiaj w ekran mojego laptopa zastukały z drugiej strony duszki Internetu, prezentując mi z dumą obraz mojego wymarzonego życia. W tym wymarzonym życiu jestem, jak się okazuje, mężczyzną. 

Można to jeszcze zracjonalizować adaptacją do patriarchalnego porządku świata, ale zmiany idą dalej, i to w dość nieoczekiwanym kierunku: w moim wymarzonym życiu najwyraźniej mam pięćdziesiąt lat. Nie zestarzałem się najładniej, bo wyłysiałem i się roztyłem. Z grubego, czerwonego karku zwisa mi złoty łańcuch. Stoję sobie na tle wielkiej willi z basenem, obok błyszczącego samochodu. Otaczają mnie… chyba są to moje córki, choć ich uroda, w zestawieniu z moją, nasuwa smutne wnioski co do wierności mojej żony. Są też ubrane w dziwny sposób: tak, jakbym właśnie wystawiał je na sprzedaż w celu dalszego pomnożenia mojego, całkiem już okazałego, majątku.

Póki jednak tkwię w swojej niedoskonałej, młodej, żeńskiej formie, litościwy los podsyła mi OKAZJE. OKAZJA polega na przykład na tym, że kiedy włączam archaiczny już komunikator, wyskakuje okno z powiadomieniem, że mogę ZA DARMO podzielić się moją cenną i profesjonalną opinią na tematy rodzaju: „Czy jesteś za likwidacją gimnazjów?” lub „Czy jesteś za przywróceniem poprzedniego wieku emerytalnego?”. Oczywiście zakres tej opinii uwzględnia kliknięcie w opcję „tak” lub „nie”. W tle na wszelki wypadek miga wykres odpowiedzi innych uczestników; gdybym potrzebowała wskazówki, która odpowiedź jest społecznie poprawna. Cieszę się, że mogę ZA DARMO gadać głupoty w Internecie. Wprawdzie korzystałam z tego przywileju od kilkunastu lat, ale dopiero teraz ktoś uświadomił mi, że to OKAZJA.

Ponieważ, jak już wspomniałam, tkwię w ułomnej formie, Internet spróbuje mi pomóc ją udoskonalić. Nie muszę już w tym celu wieść cnotliwego życia i oczekiwać na reinkarnację. Obrazek, który na pierwszy rzut oka przedstawia fosforyzujące jelito, po uważniejszym bliższym przyjrzeniu się ukazuje emanujący świetlistością mózg, należący do 40-latka, który w 2 tygodnie nauczył się sześciu języków. Dojrzała pani wciera sobie w twarz maź przypominającą – w najlepszym razie – błoto i wyłania się spod tej maski świeża jak zła czarodziejka. Metoda na natychmiastowy poliglotyzm ma rozsierdzić profesorów, ta na odmłodzenie – chirurgów plastycznych. Rozsierdzenie tych cholernych ludzi, którzy się na czymś znają, to chyba priorytet statystycznego adresata reklam – zaraz po napluciu na swojego szefa, kiedy tylko się wygra te 3287635 milionów. Kiedy tylko.

Jeśli wydaje ci się, że nie masz żadnych problemów do rozwiązania w siedem dni, Internet je dla ciebie wymyśli. Na przykład po zalogowaniu na pocztę uderzą cię po oczach obrazy wykoślawionych stóp i radosną nowina, że oto jest metoda na haluksy. Święty Quasimodo, nie znam tego słowa i jestem prawie pewna, że moje życie było lepsze bez niego. Zaniepokojona spoglądam pod biurko. Haluksów się nie dopatruję, ale wiem, że to, co mi się wydaje perfekcyjnie normalnymi stopami, jest w rzeczywistości zlepkiem deformacji. Na każdą z nich już za kilka lat będzie nazwa.

Ponownie przenoszę wzrok na ekran, i to jest błąd. Na ekranie podskakuje jak wesoła galareta czyjaś otyłość brzuszna. Pan z problemem wypadania włosów demonstruje na dłoniach kłaczki, które wcale nie wyglądają na wzięte z głowy. Trzeba tym reklamom przyznać jedno: oduczyły mnie jedzenia przed komputerem.

***

– To twoja wina – wzruszyła ramionami D. – Przeglądarka po prostu zapamiętuje strony, które odwiedzasz i wysyła ci to, co według niej cię zainteresuje.

– Haluksy?

– Mniejsza o haluksy. Nie gadaj, że nigdy nie szukałaś nic o odchudzaniu. Każda szukała. No i języki obce – przeglądałaś choćby oferty dla tłumacza, prawda?

– Sprawdzałam też ceny biletów na Islandię, butów wspinaczkowych i jakieś bzdury z gramatyki opisowej – wytknęłam. – O, i szukałam tableta. Tego mi nie pokazał, a wywalił coś o rozstępach po ciąży?

– A wpisałaś datę urodzenia w profilu? – zainteresowała się D. – Parę lat temu pewnie ci podsyłał linki do serwisów randkowych, a może teraz uznał…

– Weź. Już wolę haluksy.

– Mówię ci, że te reklamy się wyświetlają w zależności od tego, co przeglądasz. A to jeszcze nic. Zobacz sobie spam.

Jeśli chcę zrealizować marzenia, które utkali dla mnie spece od marketingu, muszę być odporna. Zaglądam ostrożnie do skrzynki ze spamem.

Czeka tam na mnie oferta powiększenia penisa.

Cóż, trzeba zdążyć przed tą pięćdziesiątką.

 

Źródło zdjęcia: sawallpapers.com

Reklamy

One thought on “Moje życie jak z reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s