Sufrażystka

suffragette

Kino, dzień powszedni (tańsze bilety). Dziewiętnasta trzydzieści. Przechodzisz z galerii handlowej i nagle czujesz się jak przeniesiona z pola bitwy do klasztoru buddyjskiego. Opuszczonego. Na sali, jak kilka niezrabowanych posągów, szczątkowa widownia. Razem z tobą i twoimi dwiema koleżankami dziewięć osób. Jak bardzo alternatywny to musiał być film, żeby seans utworzył enklawę próżni w tętniącym przecenami i żądzą krwi sercu miasta? Jaka tematyka była tak niewarta zainteresowania w oczach przelewającej się przez ten przybytek populacji? Gustowny gajerek goniący po świecie za łajdakami i panienkami?

Chyba nikogo nie zaskoczę, jeśli od razu odpowiem, że nie.

To temat walki kobiet o prawa wyborcze przyciągał widzów do kin równie skutecznie, jak Syberia nudystów.

 Codzienność

Londyn, początek XX wieku. Członkinie ruchu sufrażystek pod dowództwem Emmeline Pankhurst (Meryl Streep) stopniowo zamieniają ignorowany przez lata pokojowy aktywizm na bardziej wyraziste sposoby na ściągnięcie na siebie uwagi. W mieście wybuchają hydranty i tłuką się rozbijane cegłami szyby.

Dwudziestokilkuletnia Maud Watts (Carey Mulligan) nie jest sufrażystką. Prowadzi spokojne życie, pracując w pralni za pensję szesnastu szylingów (mężczyźni zarabiają dziewiętnaście), ma dobrego męża i ukochanego kilkuletniego synka. Są biedni, ale mają co włożyć do garnka. Czy jest zadowolona z tego życia? Nie zastanawia się nad takimi rzeczami. Nie patrzy też na toczącą się wokół walkę o prawa kobiet jak na rzecz, która by jej dotyczyła. Do momentu, w przypadkowo zostaje wyznaczona do złożenia zeznania na temat warunków swojego miejsca zatrudnienia przed członkiem parlamentu. Opowiadając, jest nagle zmuszona nazwać kilka rzeczy po imieniu. Zaczyna przyglądać się swojemu życiu i zastanawiać się nad sprawami, które dotąd uważała za oczywiste i niezmienne. Ponieważ to do niej odnosi się tytuł filmu, nietrudno odgadnąć, do jakich dojdzie wniosków.

Babo, po co ci to?

Kolejnym kampaniom, petycjom i wreszcie zamachom i uwięzieniom aktywistek cały czas towarzyszy reakcja otoczenia sprowadzająca się do pytania: „Babo, po co ci to?”. „Co ty byś zrobiła z prawem do głosowania?” – pyta mąż Maud. Odpowiedź: „To samo, co ty!” go nie przekonuje. Samo prawo do głosowania nie jest raczej rzeczą, nad którą zastanawiałaby się praczka. Ale już uczciwe wynagrodzenie lub prawo do opieki nad własnym dzieckiem i zarządzania swoimi finansami zupełnie zmieniają życie. W filmie pojawia się postać aktywistki z wyższych sfer, żony posła. Część pracownic pralni odnosi się do niej z pogardą, bo co taka wyperfumowana fruzia może wiedzieć o pracy. Musi jej się nudzić w tym luksusowym domu, skoro wychodzi krzyczeć na ulicę. Po jednym aresztowaniu poirytowany mąż Alice skraca jej smycz. Zapłaci za nią kaucję, ale mimo jej próśb nie pomoże pozostałym kobietom. Żona ma od tej pory siedzieć w domu i nie robić mu wstydu. Jak wskazuje dialog pomiędzy nimi, te pieniądze były jej, prawdopodobnie z posagu.

Bunt kur

Medialne wyciszanie i sprowadzanie działalności aktywistów do chuligaństwa nie jest ani nigdy nie było wyjątkowym zabiegiem ze strony władz. Ale, jak zauważa Maud, w kobietach nawet nikt nie widzi bojowników o wolność lub równość. Nie są w oczach publiki stroną sporu, nie są partnerkami do dialogu. Niektórzy w samym fakcie podnoszenia przez nie buntu doszukują się dowodów na kobiecą histerię. Ktoś, kto nie akceptuje swojego niższego statusu, nie zasługuje na wyższy, prawda?

Obleśne świnie i male allies

Przyznaję, że wywróciłam oczami, kiedy pracodawca bohaterki okazał się stereotypową, obleśną świnią wykorzystującą pracownice. Potem się za to skarciłam – co go powstrzymywało? Był niemal właścicielem swoich pracowników. Lokalny inspektor Javert i mąż postaci Heleny Bonham Carter, którego dzisiaj pewnie by wrzucono do kategorii tzw. „male allies”, również nie zaprezentowali wiele ciekawego. Bardziej interesujący był przypadek męża Maud – prostego faceta, któremu „wywrotowość” żony niszczy życie. Choć robi kilka okrutnych rzeczy, nie jest złym człowiekiem, tylko produktem swoich czasów. Nie potrafi sobie poradzić ze skandalem i w efekcie ostracyzmem dotykającym jego rodzinę. Choć kwestia sytuacji rodzinnej jest poruszona w zasadzie tylko w przypadku Maud i jej koleżanki z zakładu, Violet, przekaz jest jasny: głównymi ofiarami na rzecz tej walki będą życie rodzinne i reputacja aktywistek.

A co innego posiada kobieta w tych czasach?

Koniec feminizmu?

Łatwo można z tego filmu wysnuć wniosek, że feminizm stracił racje bytu po pierwszej fali. Zobacz, kiedyś to kobiety miały prawdziwe problemy. Teraz możesz głosować, masz praktycznie równy z mężczyzną status prawny. W kwestii opieki nad dzieckiem bliżej jest do dyskryminacji ojców. Molestowanie w pracy nie dotyczy bezbronnych dwunastoletnich dziewczynek.

A, że nierówność płac? Patriarchalna kultura? Przestępstwa seksualne, na które część społeczeństwa po prostu przyzwala? Przesadzasz. Wymyślasz problemy. Ubierz się inaczej. Feminizm? Nie znajdziesz męża. Babo, po co ci to?

Nie zapominajmy też, że względna równość dotyczy naszego wypieszczonego, „zachodniego” zakątka. Jak przypominają napisy pod koniec filmu – w roku 2015 obiecano przyznanie praw wyborczych kobietom w Arabii Saudyjskiej. Przemiana na świecie wciąż dopiero zachodzi.

Podsumowując…

Przyznaję, że jestem typem osoby, która świadomie nie dostrzega słupów z plakatami dopóki na nie nie wejdzie, ale mimo to mam wrażenie, że film cieszył się bardzo małą promocją. A szkoda. Jest godny polecenia, choć głównie ze względu na tematykę. Carey Mulligan, znana mi dotąd tylko z roli Isabelli Thorpe w ekranizacji „Opactwa Northanger”, zagrała świetną główną rolę. Meryl Streep, największe nazwisko projektu, ozdobiła niestety raczej (znalezione przeze mnie w sieci) plakaty niż sam ekran, na którym jej występ jest minimalny. Film ma pewne wady, z których największą moim zdaniem jest urwana i niezręczna końcówka (choć da się ją uzasadnić historią; pomiędzy wydarzeniami z filmu a osiągnięciem celu nastąpiła Pierwsza Wojna Światowa). Jednak niewątpliwie zasługuje na o wiele więcej niż garstka osób na sali kinowej. Zachęcam.

8/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s